Usiadłeś.
Usiadłam.
Byliśmy naprzeciw..
naszym " pragnę", " potrzebuję", " marzę", " planuję".
Mi płynęły łzy,
Ty pisałeś,
żeby nie zapomnieć.
Tak ważne to było,
a w tle melodie..
żydowskie,
poleskie,
weselne.
" Nie wracać", 
" być tu i teraz",
" stąd widzieć przyszłość"..
powtarzałeś...
nowa Wenecja przed nami,
w nas.
Czy jeszcze raz bierzesz oto mnie za męża?
Tak.
Czy Ty jeszcze raz bierzesz oto mnie za żonę?
Tak.
My, powtórnie zaślubieni, 
przy lampie oliwnej i herbacie z czosnkiem,
na stole przykrytym dzierganym obrusem.
Nie te same nasze twarze,
nie to samo " tak".
Cięższe o świadomość niespełnionych oczekiwań, nagłych samotności, chwil nienawiści, zniechęcenia, złości, strachu, niepewności, lęków,
cięższe jak cięższe lata na naszych karkach.
jak cięższe policzki starych ludzi, które straciły swą elastyczność,
i torba z zakupami dla dużej rodziny,
cięższe jak szyja z koralami  jest cięższa od szyi bez korali,
jak głowa z koroną od głowy bez korony,
jak marsz za rękę od marszu wolnego.
" Tak"
chwiejące się czasem, drżące wiele razy,
nieraz w rozpaczy, 
Ale " tak"
wczoraj
i 
dziś.