Zniknął..

łabędzi wzór

klucza..

pasujący do mojego domu..

zniknął mi sprzed oczu…

Kiedyś mnie go zwyczajnie pozbawiono.

Ale go odzyskalam.

Mimo to on nadal płata mi figle.

Potrafi schować się na widoku

i drwić rubasznie z mojej chwilowej ślepoty.

Uruchamiam wówczas mój pierwszy automatyczny program:

łapanie wzrokiem kształtu kluczy innych,

i wpasowanie się choć w jeden z nich.

Weszłabym..

Należałabym..

Poczułabym ulgę z bycia wewnątrz.

Napięcie spadłoby również,

gdybym uznała,

że jestem winna temu,

co pozostaje bez odpowiedzi.

Podobnie staloby się,

gdybym postanowiła

zająć się analizą

kiedy i jak zgubiłam ten klucz

oraz co i jak zmienię,

by się sytuacja nie powtórzyła.

Ta skrupulatna czynność

zajęłaby mi czas

i uwolniła od trwogi niepewności.

One dwie,  stałe towarzyszki me:

pewność brzydkiego kaczęcia i niepewność łabędzia…