Styl, forma, kształt

Ważny jest styl i forma rodzenia oraz wygląd otoczenia, w którym się rodzi. Poród jest aktem twórczym, do czego niezbędna autentyczność, szczerość wobec samej siebie i na ile to możliwe i korzystne – z otoczeniem.

Jakiś czas temu mówiłyśmy o poczuciu bezpieczeństwa jako fundamencie „dobrego” porodu, i o tym, że różnie go pojmujemy. Jedna z kobiet na spotkaniu w Rozkwicie „Pozytywnie o porodzie”, dodała, że i droga jaką wybierzemy jest ważna, czyli, że nie tylko urodzić, przetrwać, mieć „odhaczone”, „wykonane zadanie”, ale jak to zrobić, gdzie być umysłem, sercem i ciałem!

Wracam do kwestii, która mnie, od czasu drugiej ciąży, bardzo wciąga. Otóż poród to akt twórczy. Pamiętam malutką książęczkę Leboyera, francuskiego położnika, jednego z pierwszych położników przyjmujących porody do wody. Pamiętam okładkę i kilka zdjęć z tej cudnej książeczki – jaką piękną główkę trzymał on w swoich dłoniach, jak szczęśliwa była ta maleńka osóbka, jak ciepłe, miękkie, gładkie i duże wydały się ręce,w których się mieściła..Z tym obrazem i obrazem dzikiej samicy rodzącej w ciemnych krzakach leśnych, przeszłam przez ciążę z Niką.

Myśl może być twórcza i twórczość człowieka nie zależy wprost i tylko od jakości wytworzonych przedmiotów, lecz zawsze od jakości bycia tego człowieka. Fromm używał pojęcia aktywności wyalienowanej i niewyalienowanej, bierności twórczej. Człowiek może być aktywny zawodowo np. pracując na taśmie montażowej w jakiejś fabryce i mieć do tej czynności oraz do jej wytworów stosunek obojętny – nic z tą czynnością go nie łączy, jest wyalienowany, wykonuje polecenia, nie stanowi z tą czynnością jedności, nie jest ona „manifestacją jego zdolności”. Może tak się zadziać podczas porodu. Może być właśnie tak, że poddajemy się zewnętrznym nakazom, rozkazom, wykonując wiele czynności związanych ze swoim ciałem mechanicznie. Powody mogą różne, ale tak bywa i uświadomienie sobie takiego doświadczenia jest bardzo bolesne, znacznie bardziej niż ból porodowy, ponieważ ból porodowy nie zależy od nas (można nieco zmniejszyć jego intensywnośc ale i tak jest obecny), zaś ból z powodu nie bycia w mocy, nie bycia ze sobą, oddania się w czyjeś ręce, pod kontrolę czyjegoś umysłu i serca w akcie rezygnacji z siebie – wynika z naszych decyzji i naszego własnego stosunku do nas samych i się go nie zapomina, towarzyszy nam w codziennym życiu, gdyż pojawia się również w wyniku podobnego działania w innych przestrzeniach naszego życia.

Poród wyalienowany stanowi opozycję do porodu, z którym jesteśmy spojone, który jest z nami jednym, w którym właśnie ujawniają się wszystkie nasze talenty i doświadczamy spontanicznej, twórczej aktywności, jesteśmy jej rezyserkami, bohaterkami, autorkami, gdy żyjemy pełnią siebie w tym momencie, w tej chwili naszego istnienia.

Dlaczego to dla mnie takie ważne, by mówić o porodzie jako o akcie twórczym, by mówić właśnie o doświadczeniu porodu jako akcie twórczym.

Ponieważ podczas twórczego, a więc prawdziwego spontanicznego porodu czuję życie, dotykam go, zachwycam się nim, czuję jego naturę, jego autentyczność, jestem z życiem jednym i jestem wartościowa sama dla siebie, bez żadnych dodatkowych aktywności, zajęć, bycia kimś jeszcze. Jestem ważna i wartościowa dlatego, że jestem.

I w tym przyjęciu siebie spotykam dziecko, które również staje się ważne przez samo bycie, właśnie dlatego, że jest.. Autentyczne bycie zawsze jest piękne, a twórczość jest życiem. Prawdziwa twórczość jest możliwa tylko wówczas, gdy jesteśmy wolne…

Warto spróbować zechcieć rodzić na swoich warunkach..choćby po to, by poczuć się bliżej samej siebie.

Czas „bez skóry”

Przypomniał mi się czas, tuż po moich porodach, nazywa się go połogiem, dla mnie to czas dłuższy niż miesiąc, trwający ok 3 miesięcy nawet – czas, gdy byłam „bez skóry”. Być „bez skóry” rozumiem jako bycie otwartą na wszystko co płynie z zewnątrz, to ze zdwojonym entuzjazmem przyjmować to co piękne, radosne, interesujące, ale być „bez skóry” to też być pozbawioną ochrony, odporności, to być wrażliwą na każdy dotyk, to ból odczuwać na poziomie graniczącym z życiem..

Jaki to wyjątkowy czas dla kobiety, otwarte jeszcze ciało współbrzmi z otwartym umysłem, psychiką, duszą, w tym czasie płynie pierwsze mleko z piersi, budzi się bezgraniczna miłość do osoby, która przez nas przybyła na ziemię, oddycha, patrzy, porusza się. Jakie to ważne, by być „bez skóry”, by przyjąć siebie nową, nową osobę-dziecko, nową rzeczywistość. Ale jaki to jednocześnie niebezpieczny czas, ponieważ kruchość kobieca, jej otwartość, jej zupełna bezbronność mogą zostać świadomie, bądź nie, naruszone, albo trudny czas, gdy się nie ma nikogo za plecami, kto głaszcze ciepłymi dłońmi, uśmiecha się łagodnie, tuli, utula, trzyma w swych doświadczonych, miękkich, silnych kobiecych ramionach, kto powie, że na wszystko jest czas, że ten aktualny jest wyjątkowy i tylko nasz, że to czas odpuszczenia wielu spraw, czas odpoczynku i czas nowego życia, i że strach, ból, mają prawo być jak radość, spokój, miłość, i że właśnie dotykamy żywej silnej, najprawdziwszej tkanki życia – dotykamy narodzin i tworzenia się przestrzeni w nas i przestrzeni fizycznej dla życia nowego człowieka, którego bardzo pokochamy..I to czas, w którym szczególnie intensywnie możemy powrócić do samych siebie.

Kobieta w połogu nie powinna być sama duchowo, emocjonalnie, gdyż utrudnia jej to rozkwitnięcie, poczucie pełni macierzyństwa na tym bardzo wczesnym etapie kształtowania się jej samej, przekształcania do nowej roli, łatwo wówczas może odrzucić siebie samą i choćby okresowo – dziecko.

Potrzebujemy matek, najbliższych, dalszych kobiet, czułych doświadczonych, silnych i dyskretnych, kobiet, które pozostają z boku, gotowe być bliżej, gdy tylko zawołamy, nawet najciszej, i taktownie odchodzących za kulisy.

Bywa jednak, że ich nie ma.

Czego pragnie kobieta w ciąży?

Opowiadałyście o doświadczeniach trudnych, pięknych, łatwych, różnych, w domu, szpitalu takim i takim..nie było jednego scenariusza, gdyż poród to akt życia, które jest nieszablonowe bez względu na doktryny polityczne i system wartości. Człowiek zawiera w sobie cząstkę tajemnicy, której nie da się sprowadzić do biologii, historii czy psychologii.

Dziś na sali byłyście i Wy, w dużej mierze milczące kobiety przed porodem, kobiety ważące słowa Tych bardziej doświadczonych,..

Jaki by nie był ten czas poprzedzający poród, jest Wasz i dlatego jest cenny. Wy jesteście w mocy decyzji jak i co zrobić, bez względu na fakt czy macie z tą mocą kontakt czy nie, i na ile i czego jesteście swiadome, doświadczone, „ubezpieczone” wiedzą. Doświadczenia innych są jak opowieści z książek, po które z chęcią, albo z jakiegoś innego powodu, sięgamy, one mówią, ze może być tak albo tak albo jeszcze inaczej. To jest zasługa dziś i teraz, że już nie mamy tylko negatywnego przesłania porodowego, traumy porodowej i poporodowej – jako jedynego scenariusza porodu. Ale nadal Wasza płyta jest jeszcze nienagrana, Wasz spektakl nie nastąpił. Odbędzie się i będzie Wasz. Obejmijcie siebie same z czułością albo po prostu pobądźcie same ze sobą, z tym co wydaje się straszne, bolesne, i z tym co radosne.

Przypomniało mi się jedno ze zdań , które już kiedyś napisałam:

„Myślę, że jednym z najpiękniejszych darów, jaki można dać kobiecie przed porodem, jest pomóc czuć się bezpiecznie, i nic więcej nie zakładać…”

oraz

“(…)Wiedzieć, czego się naprawdę chce, nie jest – jak myśli większość ludzi – rzeczą łatwą, lecz jednym z najtrudniejszych zadań stojących przed każdą istotą ludzką”

E. Fromm “Ucieczka od wolności”

Poród aktem twórczym

Poród to akt gwałtownego „poruszenia” ciała i duszy kobiety oraz dziecka, to głęboki proces twórczej przemiany i metafizycznego przejścia ich obydwóch z jednej duchowo-fizycznej przestrzeni w drugą. Jedynie milczenie jest w mocy oddać tajemnicę tego przejścia, gdyż dotykamy w nim samego bytu, nagiej tkanki życia..

Mój znajomy któregoś razu stwierdził:

„każdy jest artystą, ponieważ mierzy się z sytuacją życia”.

Podążając za tą myślą, odkryłam, że kobiecie dana jest wyjątkowa chwila, szansa na akt twórczy, kobiecie każdej, bez względu na wykształcenie, poglądy, sytuację materialną, itd., tą okazją jest poród fizjologiczny. Absolutnie każda z nas jest twórczynią aktu rodzenia dziecka.

Poród może być za każdym razem inny, jedyny, niepowtarzalny, energetyczny, piękny i autentyczny, pierwotny i prymitywny w doskonałej formie.

Nic nie da się udać, skopiować, sfałszować.

Jeśli jesteśmy bezpieczne i zaufamy sobie, dochodzimy do głębi siebie i z genialnym natchnieniem stajemy się reżyserkami i aktorkami tego aktu.

Gdzieś na poziomie bardzo głębokim współpracujemy z naszym rodzącym się dzieckiem.

Wiele w tym jest tajemnicy, misterium życia i przestrzeni ryzyka, które instynktownie rozpoznajemy jako otchłań, a poród jako zejście do otchłani – na chwilę, na moment jesteśmy całe w ogniu, po czym wracamy do tu i teraz, wracamy by spotkać się z naszym dzieckiem. Przy czym cały czas jesteśmy świadome rzeczywistości empirycznej i to jest genialne.

„Jeśli mężczyzna znajduje swe przedłużenie w świecie stając się użytecznym, kobieta czyni to poprzez dar z siebie. W samej swej istocie jest związana z rytmem natury, zestrojona z porządkiem kosmosu. Przez ten dar, którym jest ona sama, kobieta jest wirtualną matką i na dnie swej duszy przechowuje skarby wszechświata. Świeżość prawdziwej kobiecości, która piastuje w sobie ukryty sens rzeczy, przebija z tych oto słów Katherine Mansfield: kiedy kobieta wyprowadza na spacer swoje nowo narodzone maleństwo, natychmiast przybiega sąsiadka i oto, przypatrzcie się, jak czule się pochyla, jak odsuwa rąbek czepeczka z małej główki i wykrzykuje: O niech go Bóg błogosławi!. Zawsze mam ochotę zrobić to samo co ona na widok jaszczurki albo w chwili, gdy nawiedza mnie nowa myśl, jakbym nagle stanęła przed domem oblanym światłem księżyca. Odczuwam przemożne pragnienie zatrzymania się i błogosławienia tego, co kontempluję.

Obok produkowania jest miejsce na uważny wgląd w ukryte głębie bytu. Jeżeli celem mężczyzny jest działanie to celem kobiety jest bycie, a to jest aktem religijnym par excellence.”

P. Evdokimov „Kobieta i zbawienie świata”

(…) Już Nitsche wołał:

„Nie odzierajcie kobiety z jej tajemnicy!

A Sedenborg:

„męskość i kobiecość (w swej całości) odnajdują się w Królestwie Bożym, we wspólnym kształcie jednego Anioła”. 

Byłam ostatnio nad morzem, wskoczyłam w fale i poczułam opór, już wiedziałam, że nie da się z nimi walczyć, pokonają mnie. To żywioł. Morze jest żywiołem, ocean..widziałam filmy, w których kobiety rodziły w morzu, nad morzem, przy skałach..skała kojarzy mi się z kobietą rodzącą, woda z dynamiką porodu: skurczami, chwilami ulgi, uderzeniem zimna, gorąca…Kobieta ze skałą, jakże mocno stabilnie stoi w swej sile, w każdą chyba skałę można “wrysować” kobietę rodzącą! Fale uderzają, ona jest, stoi, leży, podnosi się, pada..jest..Może ktoś by chciał namalować kobietę rodzącą “wpisaną w skałę”?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dwie sprzeczności

“Człowiek odkrywa w swej swiadomości pewną wewnętrzna sprzeczność, która domaga się przekroczenia, w  przeciwnym razie życiu groziłoby rozdarcie nie do zniesienia”

Paul Evdokimov tłumaczy słowa Kierkegaarda nt. ludzkiej pobożności,które mnie przenoszą po raz kolejny do doświadczeń z moich porodów. W porodzie, działają jednocześnie dwie sprzeczne siły i dwa sprzeczne kierunki myślenia: siła maksymalnego otwierania się ciała, umysłu i ducha kobiety oraz siła dążąca do jak najmniejszego otwarcia się, by zachować ochronę. Myślenie: nie mogę juz dalej, to kres oraz drugie antynomiczne: pozostaje w tym choć nieuchronnie grozi mi rozdarcie.
Poród jest tak wspaniale “skonstruowany”, że daje szansę na odczucie w sobie tej antynomii i pozostanie w niej bez rozdarcia mimo, że na poziomie świadomosci stoi się przed nieuchronnym rozdarciem.
Docieramy bowiem dalej niż do ja, myślę, że do jaźni i ten głos z głębi, który możemy uslyszeć jest z tego własnie poziomu w nas. Jest to niesłychane i przewspaniałe, że mężczyzna, dokładnie Jung opisał istnienie ja i jaźni naukowo, “po męsku” stworzył tezę jaźni i ją obronił,  a my kobiety możemy doświadczyć jej istnienia w innej kobiecej rzeczywistości, własnie podczas realnego porodu!  

Wiadomo, że szlachetność złota przejawia się w tym, że się ono nie spala, a hartuje w ogniu. 

Ogień jest jednym z żywiołów, mocno moim zdaniem, skojarzonym z aktem rodzenia.

Przechodzimy w porodzie próbę ognia, przechodzimy doskonale. Bo chociaż na poziomie czucia i umysłu wydaje się, że to kres naszych sił, na poziomie jakimś tajemniczym, nieświadomym, życie przepływa przez nas z pewnością swej siły i mocy.

Ogień i poród to żywioły..

Duchowy wymiar porodu

Twórczość jest dla mnie esencją życia, obok miłości. Odkryłam, że twórczość to akt oddania siebie, rzekłabym nawet poświęcenia – całkowitego poddania się sile większej, potężniejszej, tajemniczej, ale poddania świadomego, dobrowolnego, rzeczywistego. Mogłabym podobnie opisać akt miłości. W miłości i w procesie twórczości dochodzi do wielu prób, porażek, wypaczeń, oznak słabości, aż przychodzi moment próby, która okazuje się doskonała, doskonała dlatego, że przekraczamy w niej granice własnej słabości, z siłą, o której istnieniu w nas samych nie mieliśmy pojęcia, sile „nie z tego świata”.

Albo niedoskonała, równie ważna, bo dzięki niej zdobywamy nowe doświadczenie, czego nie da nam doświadczenie innych.