Już trzeba puścić..
helowy balon przeszłości
poszarpany, chybotliwy
zszarzały
przypleśniały.
Już za chwilę będzie można to zrobić..
odplątać sznurek zakręcony na nadgarstku tak długo i mocno,
że się o nim nie pamiętało, mimo. że wrzynał się w skórę.
Nie można tego zrobić ot tak, na powietrzu,
odleci bez śladu,
a przecież jest, był ważny, skoro tak splątany z ręką, że niemal zrośnięty.
Trzeba znaleźć sufit,
następnie puścić palce zatykające dziury, by nie sflaczał.
Uwolniona jedna dłoń zacznie rozplątywać węzeł na drugiej ręce.
Gdy balon odleci pod sufit, trzeba go ponownie świadomie złapać. 
i zajrzeć do środka przez starą brudną gumę, szybko, nim całkiem sflaczeje.
A potem... przeczytać kartki 
z opisaną drobnym maczkiem
zbrodnią sprzed lat, 
oryginalnie zabezpieczone pieczęcią sądową.
....
Po co jest sąd?
...
By nie poruszać się dłużej w smole
by nie być Grzesiem, 
niosącym przez wieś worek piasku,
by w teraźniejszości mieć więcej swobodnej przestrzeni,
by odpuścić..
by odzyskać ludzką twarz..
by wybaczyć..
ostatecznie wybaczyć..
i w końcu być wolną...
z obecnym wybielałym śladem sznurkowej obręczy na nadgarstku,
od którego uwolni, gdy przydzie, śmierć.