Schodzę do swego pnia

Posiedzę tam sobie troszeczkę

Pochodzę po korytarzach

W dół i w górę

Coraz głębiej wejdę

Coraz ciemniej tam

Ale i bezpieczniej

Niemal krecia to robota

Bo kto i co zobaczy

Liści nie ma

Nowych pędów również.

Cisza, a tyle w niej wewnętrznego głosu

Z moich trzewi

Głosu niepokoju, niepewności,

Rozważania, analizowania,

Ważenia za i przeciw

Stawania naprzeciw

Wcale niełatwej prawdy.

Ale dobra to podróż.